Wydrukuj tę stronę

Nr 163 (maj 2020)


            Nr 163 (maj 2020)

Jest takie chińskie przekleństwo: obyś żył w ciekawych czasach. A wszystko wskazuje dziś na to, że w takich właśnie przyszło nam żyć i to akurat dzięki mieszkańcom Państwa Środka. Nie zagłębiajmy się jednak w zawiłości geopolityki. Znacznie bardziej ważne jest to, co należy w tej sytuacji robić. 
Aby urozmaicić Wam spędzanie czasu z dala od wędkowania, mamy dla Was prezent.

Udostępniamy ZA DARMO i bezterminowo wszystkie nasze filmy zamieszczone na www.filmy.wmh.pl, od najstarszych po film nr 134 „Szczupakowe jigowanie”. Jest to dobra okazja, aby zapoznać się z naszymi starszymi produkcjami bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów. Mam nadzieję, że ten niewielki upominek choć części z Was umili oczekiwanie na koniec domowego odosobnienia. A wszystko wskazuje na to, że jest ono konieczne, bez względu na to, jak bardzo dokucza nam wszystkim.
Jest ono tym bardziej przykre, że nad wodą robi się coraz cieplej. Nikt, kto uwielbia wiosenne zasiadki, dobrowolnie nie wysiedziałby teraz w domu i trudno się temu dziwić. Pisząc te słowa, nie jestem w stanie przewidzieć, do kiedy potrwa wprowadzony właśnie zakaz wychodzenia z domu bez ważnej życiowo potrzeby. Może tylko dwa tygodnie, może dłużej. Ale jeśli restrykcje zostaną złagodzone od wielkanocnej niedzieli i będzie już można wybrać się na ryby, to pamiętajcie, żeby na łowisku i tak zachowywać odstęp od innych wędkarzy, unikać zgromadzeń, zlotów, zawodów itp. Wędkujcie, ale nie zapominajcie o ostrożności i zachowaniu higieny według powszechnie obowiązujących wytycznych.
W maju tradycyjnie zaczyna się główny sezon na wodach nizinnych i z tej okazji każdego roku już w kwietniu trwał szturm na sklepy wędkarskie. Jak to wygląda teraz? Handel przeniósł się w znacznym stopniu do sklepów internetowych. Współpracujące z nami salony Centrum Wędkarstwa w Bydgoszczy, Gdańsku, Poznaniu i Warszawie, działające pod adresami centrumwedkarstwa.pl, espinning.pl, wedkarskionline.pl organizują właśnie teraz wiele atrakcyjnych promocji dla klientów. Można liczyć na upusty i darmowe dostawy, pracownicy dyżurują przy telefonach, aby wyczerpująco odpowiadać na pytania klientów, doradzać i pomagać w wyborze. Ruch jest duży i lepiej nie zwlekać do ostatniej chwili, jeśli ktoś chce się dobrze zaopatrzyć! Ci z Was, którzy uważnie oglądają nasze filmy, nieraz widzieli wśród napisów końcowych wzmiankę: „O sprzęt zadbały sklepy Centrum Wędkarstwa”. To chyba najlepsza rekomendacja dla tej firmy.
Z koronawirusem trzeba się nauczyć żyć, tak jak nauczyliśmy się żyć z innymi chorobami. W obliczu zagrożenia chorobą zakaźną nie należy popadać w panikę, wystarczy zachować ostrożność. A przede wszystkim postępować racjonalnie. Zakupy w Internecie, zwłaszcza dokonane z odpowiednim wyprzedzeniem, aby wszystko zdążyło dojść na czas, są takim właśnie racjonalnym zachowaniem.

Paweł Mirecki

 

Powrót na zaporówkę

Dobre parę lat temu pojechaliśmy z wędkami na Słowację i zakochaliśmy się w tamtejszych zbiornikach zaporowych. Naszym południowym sąsiadom gospodarowanie rybami wychodzi o wiele lepiej niż nam, stąd też ich zaporówki cieszą się zasłużoną renomą. Nagraliśmy wtedy film „Sposób na sandacza”, który jest obecnie dostępny ZA DARMO.
Po latach postanowiliśmy wrócić na południowe stoki Karpat i sprawdzić, co też się w tamtych wodach zmieniło. Bo nad wodami zmieniło się bardzo dużo. Na przykład znikła korona słowacka, a pojawiło się euro. Jak kiedyś Słowacja była dla nas krajem taniutkim, tak teraz tanio już nie jest, oj nie... Na szczęście to co najważniejsze, czyli ryby, pozostały. Mieliśmy wrażenie, że są jakby większe, że te łowiska są bardziej rybne, bardziej zadbane i pilnowane.
W takich warunkach testowanie nowości przynętowo-sprzętowych, które ze sobą zabraliśmy, było czystą przyjemnością. Duże sandacze meldowały się na naszych wędkach wystarczająco często, aby można było wysnuć miarodajne wnioski. Jesteście ciekawi, jakie? Usiądźcie wygodnie i rozpocznijcie oglądanie.

 

Foto 1

Obrotówki rękodzieło i przerabiane (Paweł Mirecki)

Na srebrniaki najskuteczniejszą przynętą jest obrotówka, która teraz zostawia w tyle woblery i wahadłówki. Oczywiście, im dłużej ryby są w rzece, tym stają się bardziej ospałe, niechętne do współpracy i trzeba sięgać po różne sztuczki oraz przynęty. O woblerach i wahadłówkach trociowych zostało napisane już bardzo dużo, także przeze mnie. O obrotówkach pisze się natomiast mniej, są w pewnym sensie pomijane, wspominane tylko w kontekście tego, że są dobre na ryby szybkie, świeże i... na tym chyba koniec. Chciałbym więc poświęcić ten artykuł tylko obrotówce jako przynęcie, opisać cechy decydujące o jej skuteczności oraz podpowiedzieć, na co zwracać uwagę przy jej wyborze spośród innych. Niestety, wygląda to tak, że gdy wejdziemy do sklepu i popatrzymy na blaszki, to wprawdzie jest ich cała masa, ale niewiele z nich nadaje się do użytku. Oczywiście na większość coś da się złowić, każda w pewnym momencie zadziała, jeśli taką pracującą obrotówkę podsuniemy głodnej rybie pod nos, ale chodzi o to, aby zwiększyć swoje szanse, nic nie zostawiając przypadkowi. Trzeba mieć świadomość, że możemy zrobić z obrotówką wszystko to, co chcemy, a nie tylko to, na co ona pozwala ze względu na swoje ograniczenia wynikające np. z wad konstrukcyjnych.
Foto 2

Coś o jedzeniu i lenistwie (Marcin Wosiek)

Odkąd tylko zacząłem się interesować łowieniem na metodę, sięgałem po spożywkę o wysokiej zawartości białka. Oczywiście są także inne składniki odżywcze, na które trzeba zwracać uwagę, ale to właśnie białko wysokiej jakości jest dla mnie wyróżnikiem dobrej karmy, nie tylko wiosennej. Porównywałem wyniki połowów przy korzystaniu z miksów i pelletów różnych firm, a zanim trafiłem na sensowne, to przerzuciłem sporo mieszanek... Czy zatem od czasów Freda Wiltona, słynnego w latach 70. ubiegłego wieku angielskiego wędkarza, który zapoczątkował wykorzystywanie kulek proteinowych, nie zmieniło się nic? Nie ma aż tak dobrze. Technika idzie do przodu i bardzo dobrze, bo dzięki temu nasze hobby cały czas jest emocjonujące, wciąż mamy coś do sprawdzenia, do zbadania, do ustalenia. (…) Białko białku nierówne. Niektóre aminokwasy są przez ryby lubiane bardziej niż inne. Zaliczamy do nich np. popularną betainę, a także takie, jak L-Lizyna, L-Alanina, L-Cysteina, L-Metionina. (…) Miesiąc temu opisałem mączkę z owadów, jedną z nowości 2019 na rynku polskim, którą z sukcesem zastosowałem na otwarciu sezonu. Teraz pora na kolejne nowinki, czyli na zanęty i przynęty ekstrudowane. Ci z Was, którzy pracują w przemyśle spożywczym lub zajmują się paszami dla zwierząt, zapewne już wiedzą, o co chodzi.
Foto 3

Ronnie rig (Paweł Smyk)

Łowiska Mazowsza, na których najczęściej łowię, to zwykle niezbyt głębokie, lekko zamulone wyrobiska. Myśląc o sposobach optymalnej prezentacji wypornych przynęt na ich dnie, warto się zastanowić nad wyborem przyponu, który dosłownie stworzony jest do tego celu – Ronnie Riga. Ronnie to przypon, który możemy wykonać zarówno na sztywnych materiałach, takich jak fluorokarbon czy plecionka w otulinie, jak i na zwykłej plecionce, która także świetnie sprawdzi się w tej roli. To, co jest w nim najfajniejsze, to sposób jego pracy w łowisku. Jego konstrukcja to pewnego rodzaju ewolucja przyponu 360 Rig, który według niektórych karpiarzy wykazuje tendencję do generowania splątań. W obu tych przyponach (zakładając, że używamy pop-upa jako przynęty), kulka unosi się kilka centymetrów nad dnem, a zastosowany na przegubie krętlik pozwala hakowi obracać się swobodnie o 360o wokół osi trzonka. W przypadku tytułowego Ronnie Riga oczko trzonka oraz część krętlika znajdują się jednak w termokurczliwej otulinie. To nie jedyna zaleta tego przyponu. Bardzo istotne jest samo ustawienie pływaka względem grotu haka, który pozycjonuje się w taki sposób, że podczas brania czy próby wyplucia przynęty przez rybę bardzo skutecznie wpina się w jej dolną wargę.
Foto 4

Agresja pstrąga (Michał Krzyżanowski)

Ryba widoczna na pierwszym zdjęciu niniejszego artykułu dostarczyła mi nie lada emocji. A było to tak. Szedłem sobie brzegiem pstrągowej rzeczki i na zewnętrznym zakręcie, sporo ode mnie oddalonym, zobaczyłem kątem oka duży wir na wodzie. Nie bardzo wyglądało to na efekt ataku ryby, równie dobrze mogły to być norka czy karczownik. Nie mając jednak pewności, podszedłem bliżej i stojąc po drugiej stronie rzeki, zacząłem obławiać to miejsce. W pewnym momencie na wysokości owego wiru, ale przy wewnętrznym łuku, zobaczyłem szybki ruch dużej ryby spod brzegu na środek. W pierwszej chwili pomyślałem, że zwyczajnie spłoszyłem okazałego potokowca, choć mógłby to być również szczupak. Trochę się wkurzyłem, ale po sekundzie się okazało, że nie spłoszyłem tej ryby, tylko ona bardzo aktywnie żerowała i właśnie rzuciła się w pogoń za drobną uklejką lub jelczykiem. Goniła ją środkiem rzeki przez dobre 30 m, a owa nieszczęsna przyszła ofiara co jakiś czas wyskakiwała nad powierzchnię. Drapieżnik posuwał się tuż pod powierzchnią, tworząc na wodzie wał, załamanie. Widząc to, najpierw zbaraniałem, a potem zacząłem za tym cyrkiem biec brzegiem rzeki. Dosłownie.

Spis treści

Redakcja łowi
  • Obrotówki rękodzieło i przerabiane 6
  • Agresja pstrąga 12
  • Coś o jedzeniu i lenistwie 16
  • Ronnie rig 20
Porady ekspertów
  • Megaryby z megametodą 24
  • Nietypowe szczupaki 36
  • Bolenie na upatrzonego 42
  • Szczupaki w dobrej kondycji 46
Od spławika do gruntu
  • (Nie)łatwe klenie 28
Wędkarstwo muchowe
  • Mucha z jajem 32
Za granicą
  • Mangrowa gorączka 50
Inne
  • Zdjęcia internautów 58
  • Polecamy 60
  • W następnym numerze m.in. 64
Artykuły sponsorowane
  • Wędki i haki Mistrzów Polski 34
  • Navionics. Kartografia dla wędkarzy 40