Wydrukuj tę stronę

Nr 161 (marzec 2020)


            Nr 161 (marzec 2020)

Marzec to wyjątkowy miesiąc, w którym wiosna puka do drzwi. Czy to już koniec zimy? Z tą zimą to bym się nie rozpędzał... Koledzy z terenów chociażby podgórskich mieli już okazję do zacierania rąk, bo u nich zima w końcu sypnęła śniegiem, ścisnęła lodem, stworzyła warunki do wydeptywania ścieżek na zamarzniętych zbiornikach.

Zdecydowana większość z nas nie miała jednak tak dobrze i w momencie pisania tego tekstu (jest przełom stycznia i lutego) wszystko wskazuje na to, że o podlodówkach możemy zapomnieć. Zamiast pięknej, choć chwilami uciążliwej bieli mamy szarość; zamiast trzeszczących podlodówek – widok długich wędek smętnie stojących za szafą. Słowem: tegoroczna zima jest najcieplejsza w ostatnich kilku dekadach. A jaka będzie wiosna? Mam nadzieję, że wiosenna aura nie zagra nam na nosie i że sobie wreszcie spokojnie powędkujemy, a na naszych kijach będą się meldować ładne jazie, klenie, liny, pstrągi, okonie, karpie czy choćby nawet karasie pospolite, takie jak ten, który zdobi okładkę niniejszego numeru WMH. Takiej sztuki życzę każdemu miłośnikowi zasiadek na ryby spokojnego żeru!
Czego możecie się spodziewać po zawartości niniejszego numeru? Zacznę od filmu. Pamiętacie może klasyczną już wideoprodukcję „Trzy rzeki”? Postanowiliśmy wykorzystać dobry pomysł i zmierzyć się z rybami w trzech różnych jeziorach. I tak oto na DVD i VoD www.filmy.wmh.pl trafił film „Jesienne wariacje” na temat nowych przynęt i innych akcesoriów, które przyszło mi przed kamerą przetestować.
Jeżeli chodzi o artykuły, to na początek kilka zdań o tekstach naszej redakcyjnej gromadki. Michał Krzyżanowski podejmuje temat łowienia „nizinnych” potokowców. Marcin Wosiek zajmuje się węzłami na nowoczesnych linkach, węzłami z pogranicza wędkarstwa spinningowego i gruntowego. Paweł Smyk przedstawia ciekawą, choć dość nietypową propozycję łowienia karpi na... bata. Ja z kolei mocno tkwię tematycznie we wczesnowiosennym spinningu okoniowym i mam dla Was nieco nowinek, które moim zdaniem biją na głowę boczny trok w sytuacji, gdy ryby są mało aktywne i pochowane w zaczepach.
Teraz na chwilę oddam głos Rafałowi Słowikowskiemu: „6 grudnia 2019 Święty Mikołaj był szczodry dla Polaków! Nasz rodak Jan Soroka złowił okonia nilowego (Lates Niloticus) o długości 195 cm, obwodzie 145 cm i wadze 115 kg, ustanawiając nowy rekord Nilu w tym gatunku ryby”. W imieniu zespołu redakcyjnego WMH gratuluję okazu! Relację z wyprawy, w czasie której doszło do tego wydarzenia, przeczytacie w niniejszym numerze WMH, a pamiątkowe wideo pana Soroki co bardziej dociekliwi znajdą bez problemu na Youtube.
Brak miejsca nie pozwala mi na omówienie pozostałych artykułów, choć na to zasługują. Szkoda. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak zwyczajowe: do zobaczenia nad wodą!

Paweł Mirecki

 

Jesienne wariacje

Zapewne nieraz byliście świadkami, jak ktoś dobrze połowił na jednym jeziorze, a na drugim stosowane przez niego przynęty miały skuteczność o wiele mniejszą. Jest wiele przyczyn takiego stanu rzeczy, tym razem skupiliśmy się jednak na czymś innym, a mianowicie na uniknięciu „pułapki” jednego superłowiska. Postanowiliśmy zatem odwiedzić kilka zbiorników z różnymi rybami mającymi odmienne upodobania. Finalnie wybraliśmy trzy, będące dla nas arenami testów. Testerem został oczywiście Paweł Mirecki, który zaopatrzył się w wiele nowości firmy Savage Gear. Były to zarówno wędki i kołowrotki, jak i drobniejsze akcesoria, z przynętami na czele. Bo nie oszukujmy się, to właśnie one wzbudzają w nas najwięcej emocji. A w rybach? No właśnie. Warto obejrzeć ten film i przekonać się, jak na poczynania Pawła reagowały okonie, sandacze i szczupaki z trzech różnych jezior.

 

Foto 1

Marcowe metody i sposoby (Paweł Mirecki)

Nie odkryję Ameryki, gdy napiszę, że wczesną wiosną w Polsce dominuje łowienie na boczny trok jako najczęściej stosowany sposób kuszenia okoni; to bezdyskusyjnie podstawowa metoda polskiego spinningu okoniowego. Dziś nie będę się jednak rozpisywał nad boczniakiem ani nad drugą metodą powolnej prezentacji, mniej popularną, ale mającą w naszym kraju wielu zwolenników. Mam na myśli drop shot, u podstaw którego leży prezentacja wabika w sposób wręcz punktowy, w „gorącej” miejscówce w pobliżu domniemanego stanowiska ryby. Są to bowiem metody powszechnie znane. Co zatem innego mogę zaproponować na wczesnowiosenne okonie? Otóż mam w zanadrzu trzy ciekawe rozwiązania, z czego pierwsze trafiło do nas z zagranicy, a dwa pozostałe sam przywiozłem ze swoich wojaży na odległe od Polski łowiska (i niech mi ktoś powie, że podróże nie kształcą albo że polski spinning jest technicznym pępkiem świata, najskuteczniejszą alfą i omegą...). Zanim przejdę do szczegółowych opisów, chcę podkreślić, że metody, o których mowa, sprawdzają mi się nie tylko wiosną na okoniach, ale także późną jesienią w odniesieniu do okoni i sandaczy w już wyziębionej wodzie, gdy ryby z wolna zaczynają „drętwieć” po zakończonym październikowo-listopadowym szczycie żerowym. Stoją wtedy pochowane wśród zaczepów, przytulone do dna, i nie bardzo kwapią się podnosić do przynęt podawanych im standardowo.
Foto 2

Przydatne patenty (Marcin Wosiek)

Na każdy kłopot znajdzie się odpowiedni węzeł – tak pół żartem można podsumować ten artykuł. Przeczytacie w nim o problemach z linkami typu multifilament. Przedwiośnie to dobry moment, żeby odświeżyć sobie to i owo z „węzełkologii”, a przy okazji – jakżeby inaczej – pogawędzić na tematy pokrewne. Technika wędkarska ostro idzie do przodu i co pewien czas pojawiają się nowości, które zmieniają jakiś wycinek naszego wspólnego hobby. Czasem jest to niestosowany dotychczas rewelacyjny materiał, innym razem wykorzystanie czegoś w nowatorski sposób, kiedy indziej znaczące usprawnienie danej metody. Niemniej jednak są rzeczy, które się nie zmieniają, a do nich zaliczam podstawowe węzły. Dobrze znane od dawna, znakomicie odnajdują się w coraz to nowych realiach i dlatego warto przypomnieć sobie sposoby ich wiązania. Łączenie ze sobą dwóch materiałów o różnych właściwościach to temat rzeka, a ochrona plecionki w spinningu lub feederze przed przetarciem, np. o kamieniste dno lub muszle, to tylko czubek góry lodowej. A przecież jest jeszcze temat węzłów do nanofilu...
Foto 3

Czas żabobrania (Michał Krzyżanowski)

Wszelkie znaki na niebie, ziemi i w serwisach pogodowych wskazują na to, że w dużej części Polski luty nie zachwyci nas już mroźną, śnieżną pogodą. Ot, taka marcowa aura trwająca od początku grudnia przez cztery kolejne miesiące. Niemniej jednak w tym „właściwym”, kalendarzowym marcu pod wodą dzieje się sporo. Zasadniczo to właśnie wtedy jest czas wielkiego żarcia dla ryb w czarne i czerwone kropki. Piszę „zasadniczo”, bo po ciepłej zimie wszystko potrafi stanąć na głowie. A zatem natura urządziła to tak, że właśnie w marcu żaby wyłażą ze swoich kryjówek i poświęcają się rozrodowi. Poświęcają się nieraz dosłownie, bo wszystko co drapieżne w wodzie i wokół niej ma wówczas ogromny apetyt na te płazy, a pstrągi wcale nie są tu wyjątkami. Wpadają niekiedy w amok żerowy, a często skupiają się na tym jednym, konkretnym rodzaju pożywienia i bywają przez to trudne do złowienia. Na szczęście niemal zawsze można sobie jakoś poradzić... Na pierwszy rzut oka i na zdrowy rozum pierwsze miejsce należałoby oddać imitacjom żab – od superrealistycznych po zwykłe dwuogonowe twistery. I tak w zasadzie jest (znowu „w zasadzie”), ale ja stosuję różne wabiki w zależności od bieżących warunków, a także po prostu od tego, który mi się w danej chwili podoba.
Foto 4

Bat & man (Paweł Smyk)

Karpie na bata? Owszem, można. Oczywiście są to ryby rozmiarów „sportowych”, a bat musi być mocny i wymaga odpowiedniego przygotowania. O tym, jak się nim posługiwać, dowiecie się z artykułu Pawła Smyka. Ciepła zima i publikowane na portalach społecznościowych zdjęcia okazałych karpi złowionych w styczniu sprawiają, że pojęcie „przygotowania do sezonu” nabiera zupełnie nowego znaczenia. Za sprawą zmian klimatycznych być może za kilka, kilkanaście lat w ogóle nie będziemy mówili o końcu sezonu na cyprinusy, gdyż będziemy je łowić przez cały rok, zmieniając jedynie miejscówki, sprzęt i strategie nęcenia. Bat z amortyzatorem kusi swoimi możliwościami, ale początki przygody z łowieniem na niego, jak to zwykle z początkami bywa, nie są łatwe. Jest w tym wędkowaniu jednak coś, co powoduje, że każdy „batman” chce wciąż ponawiać próby, poprawiać błędy i udoskonalać swój warsztat tak długo, aż osiągnie poziom pozwalający cieszyć się rybami powtarzalnie łowionymi batem. Dziś nieco na temat przygotowania zestawu do łowienia karpi, czyli zestawu z gumą. To świetna metoda dla tych, którzy lubią zmagać się z rybą, celebrując każdy jej ruch w wodzie. Szybki hol nie wchodzi tu bowiem w grę. Swoje trzeba odczekać, by móc się cieszyć okazem w podbieraku.

Spis treści

Redakcja łowi
  • Marcowe metody i sposoby 6
  • Przydatne patenty 12
  • Czas żabobrania 16
  • Bat & man 20
Porady ekspertów
  • Na rozmyciu warkocza 30
  • Pstrągi z raju 36
Od spławika do gruntu
  • Feederowy jaź 44
Wędkarstwo karpiowe
  • Węgierska przygoda nad Baly’s Lake 48
Za granicą
  • Uganda – w diabelskim kotle Murchison Falls 52
Inne
  • Robinson Europe – siła przyciągania 24
  • Zdjęcia internautów 58
  • Polecamy 60
  • W następnym numerze m.in. 64
Artykuły sponsorowane
  • Nowa oferta zanęt MVDE... 34
  • Nowości Robinson 2020 41
  • Zimowe łowienie na method feeder 42