Wydrukuj tę stronę

Nowy numer

Nr 158 (listopad 2019)

Nr 158 (listopad 2019)

Zakończenie sezonu niejedno ma imię. Można wspominać ostatnie dni sezonu trociowego w pochmurnej końcówce września, celebrować swoje karpiowe ostatki w dżdżystym listopadzie, odliczać tygodnie do końca poławiania szczupaków i sandaczy, a można się również zastanawiać, czy w tym roku będzie solidny początek sezonu podlodowego.

Zakończenie sezonu może być tylko końcem okresu połowu danego gatunku i przestawieniem się na inny, a może być końcem wędkowania w ogóle w danym roku kalendarzowym. Każdy z nas wędkuje trochę inaczej i po swojemu rozumie pojęcie „koniec sezonu”. Jedni z optymizmem spoglądają w przyszłość, planując „wyrównanie rachunków” z rybami, które nie dały się dotychczas złowić, a co do których mają pewność, że są w „ich” wodach. Szczęśliwcy. Są bowiem i tacy, którzy mają już dość bezrybia i sfrustrowani sprzedają sprzęt (wędkarski lub wodniacki) albo przestają płacić za wody ogólnodostępne w swojej okolicy, z przymusu przestawiając się na dolę wędkarza-turysty podejmującego mniej lub bardziej dalekie wyjazdy. Jeszcze inni zmieniają preferencje wędkarskie, z bólem rezygnując z pięknych (lub właśnie zdewastowanych koparkami), acz bezrybnych wód otwartych na rzecz łowisk komercyjnych, które – jak wiadomo – rządzą się swoimi prawami i prawie wszystkie mają taki sam charakter.
Gdy piszę te słowa, za oknem siąpi zimny deszcz, stąd też może te czarne myśli. Grunt to nie dać się im pokonać! Okoliczna wędkarska mizeria skłania mnie do podejmowania dalekich wyjazdów. Relację jednego z nich możecie zobaczyć na DVD dołączonym do niniejszego numeru. Wspólnie z Wojtkiem Wiśniewskim udałem się na rybne wody Holandii pchany nadzieją, że pogody gorszej niż podczas mojego poprzedniego wyjazdu być nie może. Co z tego wyszło, zobaczycie na filmie – jednym z dwóch, które przygotowaliśmy dla Was na ten miesiąc.
Ale z rybami i w Polsce nie jest jeszcze całkiem źle, o czym świadczą wyniki osiągane przez naszych autorów. Ich zdjęcia z ładnymi sztukami nie biorą się przecież znikąd.
Wspomniałem, że na listopadowym DVD znalazły się dwa filmy. Ten drugi to kolejny występ znanego i lubianego Saturnina Jabaji, który w ostatnich sezonach wyspecjalizował się w posługiwaniu się echosondą mobilną, „zarzucaną”, podłączoną bezprzewodowo do smartfona. Sati na naszych filmach już kilka razy demonstrował jej zastosowanie z łodzi i na lodzie. Teraz postanowiliśmy podejść do tematu inaczej i nakręcić kompletny poradnik, tym razem dla wędkarza łowiącego z brzegu, bo w końcu taka echosonda powstała dla kogoś, kto nie ma możliwości wywiezienia przetwornika na łowisko i jest skazany na zarzucanie go wędką.
Tym wszystkim, którzy dopiero niedawno do nas dołączyli, chciałbym przypomnieć, że w dniu ukazania się niniejszego numeru WMH nasz poprzedni, październikowy film „Dragoni nad Dunajcem” zostanie na miesiąc udostępniony za darmo na www.filmy.wmh.pl, jak to robimy już od dłuższego czasu.
Rozpisałem się, a przecież pora wracać do sandaczy, póki jeszcze gryzą... Do zobaczenia nad wodą!

Paweł Mirecki

 

DAMy radę drapieżnikom

Paweł Mirecki i Wojtek Wiśniewski – wyjazd na ryby takiego zespołu musiał się okazać bombowy. Żeby było ciekawiej, popularny Wiśnia, jako oficjalny tester sprzętu DAM, zaopatrzył całą ekipę w starannie dobrane zestawy nowości na kolejny sezon. Zadanie było proste: testowanie. Nasza dwójka jednogłośnie zdecydowała, że wyruszy na zachód, aż do Holandii. Rybność tamtejszych wód była gwarantem miarodajności testów, a przy okazji miała dostarczyć dreszczyku emocji i zapewnić niejeden forsowny hol... Jak to jednak zwykle bywa, warunki pogodowe na miejscu też „wzięły udział w testach” i nasi bohaterowie po trudach długiej podróży musieli się zmierzyć także ze zmiennością tutejszej aury. Nie przygasiło to zbytnio ich wędkarskich apetytów i dzielnie ruszyli na łowiska smagane wiatrem znad Morza Północnego. Jeśli jesteście ciekawi, co wyszło z testów, a także tego, jak w rzeczywistości wyglądają coraz bardziej popularne wśród Polaków łowiska holenderskie, to jest to dobry powód, aby obejrzeć ten właśnie film.

 

Deeper z brzegu

Film instruktażowy przeznaczony dla tych wszystkich, którzy łowiąc z brzegu chcą mieć perfekcyjnie rozpoznane łowisko w zasięgu rzutu. Saturnin Jabaji, specjalista od posługiwania się mobilną echosondą Deeper, demonstruje jej zastosowanie w takich warunkach, omawiając krok po kroku cechy i możliwości Deepera.

Foto 1

Rewizyta (Paweł Mirecki)

Jak wygląda sytuacja nad większością rzek trociowych Pomorza? Albo zupełny brak ryb albo wręcz śladowa ich liczba. Zła antygospodarka rybami, rzeki zdewastowane przez elektrownie, wycinki drzew, „czyszczenie” koryt itp. Rybami łososiowatymi nikt się nie przejmuje, nawet teraz gdy w sąsiednich krajach są one traktowane jak dobro narodowe i cenna inwestycja. Wracając jednak do zakończenia sezonu, to wraz z Robsonem pomyśleliśmy oczywiście o Litwie. Jednak doszły nas niezbyt zachęcające wieści. Na „naszej” rzece woda była niska i łososie w jej górny odcinek nie dotarły. Rad nierad, zacząłem się zastanawiać, co by tu począć. Rozwiązanie nasunęło się szybko. Nieco wcześniej otrzymałem zaproszenie na koleżeński zlot trociarzy, który pod nazwą „Trociowanie” organizuje na Pomorzu jeden z moich przyjaciół, Zbyszek. Impreza polega na tym, że spotykamy się w jednym miejscu i rozjeżdżamy gdzie kto chce, a na wieczór znów się spotykamy, by przy grillu pogadać o dawnych czasach. Łowca największej troci otrzymuje pamiątkową statuetkę tej ryby wykonaną przez Pawła Nadrowskiego. Prawdę powiedziawszy, trochę mnie też korciło żeby sprawdzić, jak teraz wszystko wygląda po 4 latach nieobecności na zakończeniach sezonu... Postanowiłem pojechać tam na 3 dni przed rozpoczęciem „Trociowania” i poświęcić je na rozpoznanie sytuacji.
Foto 2

Rola wiatru w łowisku (Marcin Wosiek)

Nieodłącznym elementem wędkarskich wyjazdów jest stałe śledzenie serwisów pogodowych. Patrzymy na temperaturę, ciśnienie, opady, stan wody... Chodzi nie tyle o wyczekiwanie na warunki idealne (czekaj tatka latka...), ile o informację, czy akurat nie zaszła lub nie szykuje się jakaś gwałtowna zmiana aury. Nie ma się co jednak łudzić, idealna pogoda zdarza się rzadko, a najczęściej wtedy, gdy nie możemy wybrać się na ryby. Kto więc będzie czekał na pogodę znakomitą, ten nad wodę nie wyruszy chyba nigdy. Trzeba więc wziąć kurs na ryby, gdy ma się na to czas, a na miejscu jakoś sobie radzić. Ja w pierwszej kolejności zwracam uwagę na wiatr (obok ciśnienia, rzecz jasna). Jeśli wieje mocno, łowienie niektórymi technikami może stać się trudne lub niemożliwe, albo przynajmniej wymagać spełnienia określonych warunków. Albo na odwrót, może się stać niezwykle owocne. Ważną informacją dostarczaną nam przez serwisy pogodowe jest to, od ilu dni wiatr wieje z określonego kierunku. Jakie to ma znaczenie? Olbrzymie. Wyobraźcie sobie, że jesteście nad zbiornikiem, nad którym od kilku dni wieje z jednej strony. Dzięki tej bardzo istotnej informacji wiecie, które partie wody są intensywnie natleniane falami bijącymi w brzeg oraz gdzie woda nanosi i wymywa z dna pokarm
Foto 3

Krzyżówka z sandaczem (Michał Krzyżanowski)

Im bliżej końca miesiąca, tym łatwiej o dużą sztukę. One stoją bowiem przed palącym problemem zmagazynowania odpowiedniego zapasu materiału energetycznego, który pozwoli im przetrwać nadciągającą nieuchronnie zimę. Im większa ryba, tym więcej potrzebuje pokarmu i o tym należy pamiętać. Popatrzmy teraz, jak w skali listopada rozkładają się temperatury wody. Otóż na początku miesiąca woda jest jeszcze ciepła, ma ok. 10–12 stopni C, i wtedy sandacze żerują znakomicie. Potem ochładza się i nadchodzi taki moment, w którym aktywność tych ryb wyraźnie słabnie. Takim punktem zwrotnym jest 6 stopniC. Poniżej tej temperatury wody mętnookie tracą wigor, kleją się do dna, nie są skore do podejmowania pościgów za zdobyczą. Żerują krócej, niemniej jednak nadal żerują i to jest powód, dla którego uważam, że nawet w listopadzie można sensownie połowić, zwłaszcza w dni z dużą ilością słońca. Im bliżej końca miesiąca, tym woda jest zimniejsza i zdarza się, że w końcówce miesiąca ma już 4–5 stopni C, czyli jest prawdziwie grudniowa. Temperatura i ciśnienie to nie wszystko. Jest jeszcze kilka czynników, o których trzeba pamiętać, wybierając się w listopadzie na sandacze. Razem tworzą one wspomnianą krzyżówkę z mętnooką rybą w herbie.
Foto 4

Listopadowe ostatki (Paweł Szewc)

Listopadowe zasiadki to dla mnie jedne z ciekawszych dni spędzanych nad wodą. Panuje wtedy wspaniała cisza, którą uwielbiam. Mimo chłodów można złowić rekordowego karpia i to mnie przekonuje do częstych wyjazdów o tej zimnej porze roku.  Późnojesienne łowienie to już nie przelewki. Jest zimno, mokro i często wietrznie. Z pewnością będzie doskwierał nam dyskomfort, jeśli nie zadbamy o odpowiedni ubiór i śpiwór. Nad wodami robi się cicho i pusto. Często jestem sam nad sporym jeziorem, bo większość wędkarzy dawno odłożyła kije do piwnicy. Dla mnie najważniejsze jest jednak to, że mam spore szanse na spotkanie z wymarzonym okazem. To właśnie w zimnej wodzie łowi się niemało wielkich karpi, które znacznie dłużej żerują niż maluchy. Nie muszę się przebijać przez drobnicę i kombinować, jak wyeliminować maluszki, bo one już są nasycone i nie potrzebują tak dużo pokarmu jak okazałe masywne ryby. Duże karpie muszą sporo zjeść i dlatego żerują aż do pierwszego lodu. Nie straszny im chłód, nawet jak temperatura wody spadnie do 6–7oC. W wodzie nie ma już za wiele naturalnego pokarmu. Zostają jedynie małże, raki i zagrzebane w mule larwy ochotki. Dzięki temu zanęcone przez mnie łowisko jest świetną stołówką, w której cyprinusy napełnią swoje brzuchy.
Foto 5

Trafić w boleniowy żer (Mariusz Drogoś)

Jesień to czas urodzaju. Jej środkowa część – październikowo-listopadowa – jest dla mnie prawdziwą boleniową ucztą. Zejście bez ryby jest wręcz niewyobrażalne, a złowienie kilku sztuk jednego dnia to norma. I chociaż na powierzchni akwenu najczęściej jest cisza (przynajmniej na obławianych przeze mnie odcinkach), to pod nią tętni życie i zjadane są kolejne kilogramy drobnicy. Dopóki temperatura wody nie spadnie poniżej 10, a nawet i 8 stopni C, wędkowanie jest niemal „komercyjne”, gdyż bolenie intensywnie żerują i najczęściej ich złowienie nie jest większym wyzwaniem. Oczywiście same na brzeg nie wyskakują, ale w miarę szybko można się wpasować w ich gusta i cieszyć się kolejnymi przechytrzonymi osobnikami. Bywają jednak dni, kiedy zawodzi wszystko i nawet stawanie na głowie nie pomaga, aż przychodzi godzina, może dwie, w której działają każda przynęta, każdy sposób prowadzenia i każde miejsce. Po tym krótkim czasie znów zapada totalna cisza i ponownie stawanie na głowie staje się bezowocne. I o takich sytuacjach zdarzających się w czasie późnojesiennych wypraw chciałbym Wam opowiedzieć.Wędkarzom znane jest porzekadło, aby w określonym miejscu znaleźć się w odpowiednim czasie. Ten artykuł w dużej mierze dotyczy drugiej części tego powiedzenia, gdyż samo miejsce nie będzie miało większego znaczenia.
Foto 6

Islandia - planeta salmonidów (Rafał Słowikowski)

Wyspa ognia i lodu przywitała nas ożywczym chłodem i swym zawsze lekko klaustrofobicznym usposobieniem. W Polsce fala majowych upałów, a tu bardzo niski i szczelny pułap chmur, lekka mżawka oraz zapach morza i ziemi. Do tego pokrzykiwania mew i rybitw tak charakterystyczne dla tego omszałego skrawka naszej planety. Nastawienie na początku wyprawy jak zwykle bardzo pozytywne, tym bardziej że wyniki wędkarskie tego roku były – nawet jak na Islandię – wręcz imponujące. W Rejkiawiku lądowaliśmy nie po raz pierwszy i wiedzieliśmy, że droga nad łowisko docelowe zabierze niewiele czasu. Z niecierpliwością i niedbałością wynikającą z pośpiechu wrzuciliśmy bagaże do auta i pomknęliśmy (z bezwzględnym przestrzeganiem limitów prędkości) w stronę okrytego sławą Thingvallavatn. Jezioro to (o powierzchni 84 km²) ma wodę jedną z najczystszych na świecie. Pozwala ona na 120 m widoczności! Do tego jest ono słynne jako łowisko największych pstrągów potokowych świata (tzw. ice age brown – potokowców z epoki lodowcowej). Nie czuję się na siłach rozgryźć, czy to rzeczywiście pstrągi, trocie jeziorowe, czy odcięte pasmem lądu trocie morskie. Najważniejsze, że ryby dorastają tam do imponujących rozmiarów i jest ich bez liku. Warto dodać, że kilka grup Polaków, które miały szczęście otwierać tam sezon roku 2018, połowiło nadzwyczaj dobrze.
Spis treści
Redakcja łowi
  • Rewizyta 6
  • Rola wiatru w łowisku 12
  • Krzyżówka z sandaczem 16
Porady ekspertów
  • Feeder i duże płocie 20
  • Trolling toniowy 24
  • Trafić w boleniowy żer 28
  • Listopadowy method feeder dla wytrwałych 34
  • Bolenie przez duże B 38
Wędkarstwo karpiowe
  • Listopadowe ostatki 44
  • Karpie z zimnej wody 48
Za granicą
  • Islandia – planeta salmonidów 52
Inne
  • Nowości DAM na sezon 2020 42
  • Sprawozdanie z Vii Wędkarskich Mistrzostw Adwokatów 56
  • Polecamy 58
  • Zdjęcia Internautów 62
  • W następnym numerze m.in. 64
Artykuły sponsorowane
  • Navionics Boating, czyli ze smartfonem na ryby 32