Wydrukuj tę stronę

            Kształt koszyka do metody
20
luty

Kształt koszyka do metody

Napisał 
Dział: Porada tygodnia

Wiosna niebawem, pora uzupełnić zapasy koszyków i innych akcesoriów. Dziś kilka zdań o tym, jak nie wpaść na minę kupując koszyki do metody, nie mając doświadczenia w tej technice wędkowania. 

Jest spora grupa wędkarzy, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z metodą i jeszcze nie wiedzą, od czego należy zacząć. Nie ułatwiają im życia spece od reklamy: method feeder to, tamto i owamto. Wszystko przyciąga oko, wszystko jest ładne, wszystko stworzone specjalnie tylko i wyłącznie do metody, superskuteczne i bez tego wszystkiego – podobno – nie można się obejść. No właśnie, podobno. Wędkarze ze wszelkich stron są bombardowani gigabajtami informacji. Co z nich jest jednak naprawdę ważne?
Otóż moim zdaniem sedno metody tkwi w szczególnym sposobie podania zanęty i przynęty za pomocą specyficznie ukształtowanego podajnika. Na początek jego kształt: ten najbardziej podstawowy jest płaski i z obciążeniem tylko po jednej stronie. A zatem wpadając do wody, zawsze opada ciężkim denkiem w dół, zaś część żeberkowa, gdzie umieszczamy „farsz”, jest zwrócona ku górze. Niemniej jednak są na rynku także inne przemyślane i celowo zaprojektowane konstrukcje. Kto już nabył podstawowe umiejętności w metodzie, może się nimi z powodzeniem zainteresować.


Każdy producent czy importer sprzętu, który nie przespał mody na metodę, ma w swojej ofercie takie właśnie podajniki. Często różnią się one od siebie na pozór nieznacznie, więc wędkarz sugeruje się ceną, uważając, że nie warto przepłacać, skoro wszystkie są podobne i równie dobre… Otóż nie są. 
Jakie cechy powinien mieć dobry podajnik do metody? Pierwsza i najważniejsza to rozchylone żeberka. To właśnie między nimi umieszczamy przynętę na włosie przy haczyku i jeśli żeberka nie będą fabrycznie ustawione skośnie, to się ona tam po prostu nie zmieści. W najgorszym wariancie haczyk zaczepi się o podajnik i będzie już pozamiatane. Wiedza o tym to żadna tajemnica, więc choć trudno mi w to uwierzyć, to nadal widuję w sklepach podajniki z żeberkami ustawionymi ciasno i równolegle do siebie. A najgorsze jest to, że wędkarze wciąż je kupują. Co jednak począć, jeśli jesteśmy już właścicielami takiego niewydarzonego wynalazku? Nie wpadać w panikę, tym także da się łowić. Ale trzeba taki koszyk dopracować poprzez wyłamanie kombinerkami środkowego żeberka. Jeśli są wykonane z miękkiego plastiku, wystarczy ostry nóż. Wycinamy felerne żebro i wygładzamy pozostałości po nim. Można jeszcze lekko podgrzać plastik i rozchylić dwa pozostałe żeberka. A gdy pourywamy czy pogubimy tak udoskonalone podajniki, kupujemy nowe, ale już dobrze zaprojektowane.

Na zdjęciu powyżej widać rozchylone żeberka, między którymi mieści się przeciętnych rozmiarów przynęta na włosie.

 

A tutaj kupny półprodukt (po lewej), który wymaga przeróbki (po prawej).
Jednak słabe spasowanie elementów robi swoje i łowi się tym mniej wygodnie.


Kolejna rzecz na którą zwracam uwagę to spasowanie wszystkich elementów. Nic nie może odstawać, wszystko musi do siebie dobrze przylegać bez żadnych szpar. No, chyba że kupuje się pod kątem własnych przeróbek, wtedy rzeczywiście można kierować się kryterium ceny. Bo tak naprawdę, ile tych koszyków rocznie rwie przeciętny "rekreacyjny" metodziarz, łowiący na wodzie bezzaczepowej? No właśnie. Nie ma co oszczędzać na jakości. 

Marcin Wosiek

Preferuje stacjonarne metody wędkowania, takie jak feeder i żywcówka. Jedynym wyjątkiem są małe rzeczki nizinne (ulubiony typ łowiska), gdzie sięga po przepływankę, łowiąc z marszu, a czasem i po lekki spinning. Na rybach w ostatnich latach szuka przede wszystkim odpoczynku. Obecnie bywa już tylko prawie wyłącznie nad kameralnymi wodami w centrum Mazowsza, najchętniej z dala od ludzi. W naszym zespole odpowiada za przygotowanie tekstów do druku (redakcja) i za fotoedycję, oraz za dział internetowy, w tym za kontakty z internautami-Czytelnikami WMH.

Najnowsze od Marcin Wosiek

Artykuły powiązane