Wydrukuj tę stronę

            Na metodę biorą wszystkie popularne gatunki ryb Na metodę biorą wszystkie popularne gatunki ryb Fot. autor
02
sierpień

Metoda na gruntówce z bombką

Napisał 
Dział: Porada tygodnia

Czy wędkarz gruntowy chcąc spróbować łowienia na metodę, musi od razu sięgnąć po wędkę z drgającą szczytówką? Czy może ją zastąpić tradycyjną, bardzo popularną w Polsce gruntówką z bombką, swingerem lub sygnalizatorem elektronicznym? 

Przyjrzyjmy się na początek, jak wygląda łowienie na metodę z drgającą szczytówką. Podstawą jest tu częste przerzucanie zestawu, co 10–25 min, w zależności od tego, jak ryby reagują na plusk wody i czy kojarzą go z pokarmem. W skrajnych przypadkach co 10 min. Rzuty muszą być celne; im większa dokładność, tym lepiej dla wyników łowienia. Zestaw po zarzuceniu należy napiąć tak, aby żyłka od podajnika do wędki nie miała luzów. Nie wolno go przesuwać! Jeśli już do tego dojdzie, rzut trzeba powtórzyć. Uważam, że te właśnie czynniki mają decydujące znaczenie w kontekście naszych dzisiejszych rozważań. Za każdym razem należy napełnić podajnik, zarzucić, napiąć zestaw, odłożyć kij na podpórki. Po jakimś czasie znowu, potem kolejny raz... I tak godzinami.
Wędka musi być lekka i dobrze wyważona, bo kilka godzin takiego łowienia potrafi mocno odbić się na plecach wędkarza. Czeka nas kilka godzin intensywnego przerzucania... Już sama waga napełnionego podajnika potrafi dać w kość, a jeśli do tego dojdzie ciężka i toporna wędka, łowienie stanie się katorgą. Mamy zatem już podstawowy pewnik – jeśli gruntówka, to lekka i dobrze wyważona kołowrotkiem.
Kolejna rzecz to takie napięcie zestawu, aby sygnalizator wskazywał brania. I tu natykamy się na dwa zasadnicze problemy. Po pierwsze, poprawnie ustawiona wędka z drgającą szczytówką to takie chytre ustrojstwo, które pozwala zrobić to bez wstawania z fotela wędkarskiego. Jeśli łowimy na gruntówkę z sygnalizatorem między przelotkami, to nie ma siły – trzeba albo wstać z siedziska i przykucnąć na dłuższą chwilę przy wędce, albo wykręcić tułów z bok w niezbyt przyjemny sposób, aby sięgnąć do sygnalizatora. Pół biedy, gdy robimy to rzadko, raz na jakiś czas, ale tu przecież sytuacja jest zupełnie inna. Takie łowienie z ciągłym wstawaniem i przykucaniem jest po prostu bardzo męczące. Po drugie, miękka szczytówka sygnalizacyjna sprawia, że możliwe jest napięcie żyłki bez przesuwania lekkiego podajnika po dnie. Po prostu można idealnie wyczuć i zaobserwować moment, w którym kończy się opór likwidowanego balona na żyłce, a zaczyna się opór podajnika. Im szczytówka bardziej twarda, tym trudniej będzie wychwycić ten moment. Oczywiście dla chcącego nic trudnego i nawet na mocnej karpiówce można sobie na upartego poradzić z lekkim zanętnikiem. Tyle że będzie to rzutowało na wygodę, a – co za tym idzie – na skuteczność wędkowania. Rozwiązaniem jest sięgnięcie po cięższy podajnik, przeznaczony już do typowo karpiowego łowienia na metodę.
Czy tradycyjna gruntówka sprawdzi się zatem w roli wędki do łowienia na sposób typowo metodowy? Nie będzie to łowienie tak wygodne jak w przypadku "drgawki" ale na początek wystarczy. Z biegiem czasu będzie jednak nieuniknione podjęcie decyzji o dalszej specjalizacji, czyli łowienia na drgającą szczytówkę lub typowo karpiowego. Bo właśnie specjalizacja w danej dziedzinie przynosi najlepsze efekty, a metodę można stosować i tu, i tam, choć i tu i tam przybiera ona odmienną postać.

 

Marcin Wosiek

Preferuje stacjonarne metody wędkowania, takie jak feeder i żywcówka. Jedynym wyjątkiem są małe rzeczki nizinne (ulubiony typ łowiska), gdzie sięga po przepływankę, łowiąc z marszu, a czasem i po lekki spinning. Na rybach w ostatnich latach szuka przede wszystkim odpoczynku. Obecnie bywa już tylko prawie wyłącznie nad kameralnymi wodami w centrum Mazowsza, najchętniej z dala od ludzi. W naszym zespole odpowiada za przygotowanie tekstów do druku (redakcja) i za fotoedycję, oraz za dział internetowy, w tym za kontakty z internautami-Czytelnikami WMH.

Najnowsze od Marcin Wosiek