Wydrukuj tę stronę

            Różne warianty: Robin Green i miks pelletów Różne warianty: Robin Green i miks pelletów Fot. autor
12
lipiec

Metoda i zanęty wysokobiałkowe

Napisał 
Dział: Porada tygodnia

Na czym polegał wynalazek Freda Wiltona? Ten słynny brytyjski wędkarz zapisał się na stałe w historii naszego wspólnego hobby za sprawą swojego odkrycia dotyczącego przynęt wysokobiałkowych

Mianowicie, zauważył on, że konie karmione różnymi paszami szybko się uczą, która z nich zawiera najwięcej białka. Tę obserwację przeniósł na grunt łowienia karpi. Jego doświadczenia (a były to lata 60. XX w.) uznaje się za początki stosowania przynęt wysokobiałkowych. Przez dekady zmieniały a się ich postać i skład, jak też poglądy wędkarzy na znaczenie składników odżywczych w kombinacji z coraz skuteczniejszymi dodatkami smakowo-zapachowymi. Ale jedno pozostało – karpie i inne ryby spokojnego żeru wyjątkowo gustują w podawanych im pokarmach o dużej zawartości białka. Najlepiej, jeśli do tego z dobrym, silnie wabiącym atraktorem. To zaś oznacza karmę wysokiej jakości, czyli niestety drogą.
Wędkarze łowiący na metodę są w tej szczęśliwej sytuacji, że zużywają jej niewiele w porównaniu do zwolenników wielu innych metod łowienia gruntowego czy spławikowego. Dlatego też sięgnięcie po drogie, wysokobiałkowe i dobrze doprawione miksy i pellety nie drenuje za bardzo ich kieszeni. A ryby bez problemu odróżniają pellet o zawartości białka 35% od tego, który ma go np. 47%.


Z doświadczeń moich i kolegów wędkarzy wynika, że ten drugi jest po prostu o wiele skuteczniejszy. Różnica w cenie to 10–15 zł na kilogramowej paczce, przy czym te droższe mają z reguły także o wiele bardziej intensywne, wyraziste aromaty. Biorąc pod uwagę, że najczęściej sięgam po różne kryle, halibuty, ryby i wątroby, oznacza to naprawdę smród. Niech nikogo nie zmyli, że czasem bywa on przeze mnie doprawiany owocami. Aromat nie zmienia się wówczas na słodko-landrynkowy, tylko na zapaszek psujących się truskawek, morwy itp. Tańszy pellet lub składnik miksu można wykorzystać jako bazę, do której dosypujemy droższe elementy. I taka praktyka naprawdę się opłaca. Zsumujmy sobie opłaty za wędkowanie, koszt dojazdu na łowisko, inwestycje w sprzęt i akcesoria, poświęcony czas, nerwy wynikające z braku brań... Czy jest sens oszczędzać akurat na tym, co podajemy rybom? Do podjęcia tego tematu skłoniło mnie pewne zdarzenie. Otóż pewnego razu na stoisku karpiowym byłem świadkiem, jak jakiś „znawca” tłumaczył swojemu koledze, że nie ma co przepłacać, bo ryby „nie widzą metek z cenami”. Cóż, można i tak. Ja jednak zostanę przy swoim: biednego nie stać na kupowanie tanich rzeczy.

Marcin Wosiek

Preferuje stacjonarne metody wędkowania, takie jak feeder i żywcówka. Jedynym wyjątkiem są małe rzeczki nizinne (ulubiony typ łowiska), gdzie sięga po przepływankę, łowiąc z marszu, a czasem i po lekki spinning. Na rybach w ostatnich latach szuka przede wszystkim odpoczynku. Obecnie bywa już tylko prawie wyłącznie nad kameralnymi wodami w centrum Mazowsza, najchętniej z dala od ludzi. W naszym zespole odpowiada za przygotowanie tekstów do druku (redakcja) i za fotoedycję, oraz za dział internetowy, w tym za kontakty z internautami-Czytelnikami WMH.

Najnowsze od Marcin Wosiek

Artykuły powiązane