Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do listy!

Dołącz

Reklamy

Licznik odsłon


Sumy na ciężki spinning

W drugiej połowie sezonu skuteczność najpopularniejszych metod łowienia sumów spada. Rzeki są przeławiane tak, że ryby przestają reagować na przynęty. 

Sumy szybko potrafią zidentyfikować zagrożenie, dlatego nierzadko sięgam po mniej popularny na Wiśle ciężki spinning. Gdzie się z nim udaję? Na pozór duże ryby w dzień stoją w najgłębszych miejscach i opuszczają je jedynie przed burzą i wieczorem, a intensywnie żerują wyłącznie w nocy. A tymczasem w szczególności największe okazy potrafią w środku upalnego dnia przebywać na 1,5-metrowej wodzie, z pozoru nieciekawej. Jestem przekonany, że głównym kryterium doboru stanowisk przez te olbrzymy jest dostępność pokarmu. Na Wiśle potrafią to być rozległe blaty między przelewami, zakończenia głębokich rynien, napływy przelewów, a nawet wlewy za przerwanymi główkami, gdzie woda pędzi jak w górskim potoku. Tam warto wybrać się ze spinningiem w ręku. Jest to krótka i elastyczna wędka uzbrojona w duży kołowrotek, na który nawijam najlepszej jakości plecionkę 0,30-milimetrową. Kombinowałem z mniejszymi kołowrotkami w rozmiarze 4, a nawet 3, ale dość gruba plecionka źle wysnuwa się ze szpuli podczas rzutu. Niewiele jest też na rynku młynków zdolnych wytrzymać choćby cały jeden dzień sumowej orki. Przynęty to głównie gumy i wahadłówki, ale zdarza mi się też rzucać dużymi i ciężkimi woblerami. W lecie i wczesną jesienią bardzo rzadko masa główek przekracza 35 g, bo tam, gdzie jest to możliwe, łowię wachlarzem w poprzek nurtu. Zresztą takie łowienie uważam za najskuteczniejsze. Wielokrotnie się zastanawiałem, czy wielkość przynęt ma znaczenie i szczerze mówiąc – nie wiem. Mam w pudełku gumy od 9 do 20 cm. Tych największych używam w miejscach oddalonych od nurtu. Najczęściej posyłam do wody rippery i twistery w przedziale 10–14 cm. Przynęty prowadzę łagodnie, pozwalając im od czasu do czasu na kontakt z dnem. Tą samą techniką prowadzę także wahadłówki, które są moimi ulubionymi i chyba najskuteczniejszymi wabikami. Dobra wahadłówka nie może się kręcić przy wolnym prowadzeniu i powinna dobrze pracować w opadzie. Preferuję blachy smukłe, a z ogólnodostępnych wzorów bezkonkurencyjna jest moim zdaniem wydra. W ostatnim czasie nabieram przekonania do gum nasączonych zapachem. Mam wrażenie, że ich skuteczność w niektórych miejscach jest nieco większa. Bardzo ważnym elementem zestawu jest hak (w przypadku wahadłówki kotwica). Wybierajmy te najmocniejsze, które zapewnią bezpieczny hol nawet w najtrudniejszych warunkach. Przypon z grubej, odpornej na przetarcia plecionki o długości 30 cm przydaje się wtedy, gdy ryba połknie nieco głębiej przynętę, co w przypadku spinningu zdarza się w ostatnich latach o wiele częściej niż przy trollingu.Podczas każdej wyprawy obławiam kilka miejsc; w żadnym nie stoję dłużej niż godzinę.  Nie katuję najlepiej rokujących łowisk przez cały dzień. Nawet gdy złowię rybę, zmieniam na jakiś czas stanowisko, żeby woda odpoczęła. Takie postępowanie sprawdzało mi się przez lata, a nieprzepłoszone ryby bardzo dobrze reagowały na przynęty przez cały sezon. Miejsce, w którym ryba się spięła, odpuszczam na co najmniej 2 dni.  Uważam, że całodniowe, a czasem wręcz kilkudniowe niepokojenie sumów wpływa negatywnie zarówno na wyniki wędkarskie, jak i na same ryby, które w kolejnych miesiącach sezonu stają się bardziej ostrożne. Trzeba szanować wodę i ryby, żeby za rok, za dwa było po co wypływać na Wisłę.  Dla niektórych jest to chwilowa przygoda z sumami, a dla mnie i kilku moich znajomych miejsce uwielbione, w którym można odpocząć, uciec od codzienności i od czasu do czasu podnieść poziom adrenaliny.

Komentarze

nowsze
starsze
nowsze
starsze

Twój komentarz został dodany i oczekuje na moderację.

Prosimy o cierpliwość.

Dodaj komentarz

(nie jest podawany do publicznej wiadomości)

---- reklama ----
http://www.AUTOdoc.PL Istnieje możliwość zakupu części zamiennych w niewiarygodnie niskich cenach tutaj
przynęty na klenie