Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do listy!

Dołącz

Reklamy

Licznik odsłon

2017-04-07
Paweł Mirecki

Dawno temu rokrocznie ten dzień był dla wielu wędkarzy świętem. Czasy się zmieniły, z nimi sprzęt i przynęty, ale nadal Paweł Mirecki ma sentyment do majowych wypadów na cętkowane drapieżniki.

Oddajemy głos autorowi: „Odkąd pamiętam, ten dzień był dla mnie i dla mojego ojca faktycznym początkiem sezonu wędkarskiego. Odliczałem do niego najpierw dni, a potem godziny. Wówczas, gdy szczupaków była w Polsce wielka obfitość, pakowaliśmy garść błystek i wyruszaliśmy na pierwszomajowe zębacze, najczęściej na starorzecza Bugu. Tam nasze blaszki prowadziliśmy między grążelami i wynurzającymi się z wody innymi roślinami. Teraz to wszystko jakoś zaginęło, ta specyficzna atmosfera i „ceremoniał” rozpoczęcia sezonu. Nic w tym dziwnego, gdyż tzw. sezonu praktycznie nie kończę i łowię cały rok. Na dodatek, z racji częstych wyjazdów zagranicznych na szczupaki czyham już na przełomie marca i kwietnia (oczywiście w Szwecji, gdzie jest to dozwolone tamtejszymi przepisami). Gdzieś z tyłu głowy tkwi jednak jak gwóźdź to, że to maj kojarzy mi się ze szczupakami i kropka, tyle że zmieniło się wszystko – od łowisk po przynęty.
Teraz w Polsce łowię szczupaki głównie ze środków pływających na wodach jezior czy zbiorników zaporowych. Kusi mnie jednak, aby jak za dawnych czasów stanąć sobie na brzegu między trzcinami i łowić, brodząc. I gdy tylko brzeg jeziora temu sprzyja, pakuję się w trzcinowisko. Okazów w ten sposób nie łowię, ale frajda i tak jest niesamowita.” W tym artykule przeczytacie więc o obu sposobach autora na majowe szczupaki. Tym „dawniejszym”, i tym „współczesnym”.


 

Komentarze

nowsze
starsze
nowsze
starsze

Twój komentarz został dodany i oczekuje na moderację.

Prosimy o cierpliwość.

Dodaj komentarz

(nie jest podawany do publicznej wiadomości)

---- reklama ----
przynęty na klenie
http://www.AUTOdoc.PL Istnieje możliwość zakupu części zamiennych w niewiarygodnie niskich cenach tutaj