Ostatnie komentarze

Denys w co to za ryba?

Redakcja WMH w The Doorsz

Kasia w The Doorsz

Paweł w Sum z rzecznej ostoi

Paweł w Sumowa specyfika

Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do listy!

Dołącz

Reklamy

Licznik odsłon


Bałałajka lub kanadyjka

2017-01-26

Łowiąc na lodzie często sięgamy po bałałajkę lub kanadyjkę, najprecyzyjniejsze narzędzia, jakie są dla nas dostępne. Jak jednak zmontować zestawy i czym się różnią obie wędki?  

Co jest takiego ekscytującego w łowieniu pod lodem? Takie pytanie zadał mi kiedyś kolega, który jest zagorzałym spławikowcem i pokrywę lodową podziwia jedynie w Internecie lub podczas spacerów. Chwilę podumałem, ale odpowiedź może być jedna: podczas łowienia pod lodem wszystko dzieje się niezwykle „blisko” wędkarza. Siedzimy przy samym przeręblu i gdy płynnie pracujący kiwok wskazuje branie ryby, adrenalina natychmiast skacze. Szybkie zacięcie i rozpoczyna się hol za pomocą nie kołowrotka, ale dłoni – własnoręczne regulowanie napięcia żyłki poprzez popuszczanie i podciąganie ryby. To wszystko zaś umożliwia tylko bardzo krótka wędka... Tak więc sięgamy po bałałajkę lub kanadyjkę, najprecyzyjniejsze narzędzia do łowienia pod powierzchnią lodu, jakie są dla nas dostępne. Jak zatem zmontować zestawy i czym się różnią obie wędki?

Kanadyjka i bałałajka. Nie sposób ich ze sobą pomylić. Muszą mieć minimum 30 cm ze względu na polskie przepisy.

BAŁAŁAJKA

Jest to wynalazek rodem zza naszej wschodniej granicy, czyli z kolebki wędkarstwa podlodowego. Leżące tam kraje cieszą się pokrywą lodową dłużej ze względu na położenie geograficzne, zimy często trwają tam po pół roku lub dłużej. Takie warunki klimatyczne sprawiają, że wędkarze mają dużo czasu na testowanie i dopracowywanie wszystkich najdrobniejszych szczegółów. Budowa bałałajki jest bardzo prosta, wręcz minimalistyczna. Mimo to ta wędeczka w zupełności wystarcza na wyprawy podlodowe. Jej korpus najczęściej jest wykonany z mocno sprasowanego styropianu, a w tym materiale wyrobione jest okrągłe gniazdo, w którym obraca się szpula z nawiniętą sztywną żyłką, np. 0,08-milimetrową. Każda produkcja masowa, a owocem takiej jest i bałałajka, ma jednak wady. W tym przypadku jest nią spasowanie szpuli z otworem pozostawiające wiele do życzenia. Dlatego najpierw trzeba delikatnie papierem ściernym wyszlifować otwór, żeby szpula przesuwała się bez oporów. Zachęcam także do nabycia teflonowych podkładek, które dość znacząco zmniejszają opory tarcia. 


Podkładki teflonowe

W górnej części korpusu przewiercony jest otwór, przez który przekładamy żyłkę, wyprowadzając ją na zewnątrz. W seryjnie wyprodukowanych wędkach za szczytówkę służy plastikowy trzpień, który powinniśmy zamienić na szczytówkę z włókna szklanego. Może ktoś zadać pytanie, po co wymieniać? Wyobraźmy sobie zacięcie większej ryby na żyłkę o średnicy 0,08 mm. Z małą rybką nie będzie problemu, przy większej natomiast prawdopodobnie zerwiemy zestaw, ponieważ w oryginalnej konstrukcji nie ma amortyzacji, którą ma nam zapewnić wspominana szczytówka z włókna szklanego. Tak więc montujemy odpowiedni kawałek takiej szczytówki (pamiętajmy, że minimalna długość całej wędki to 30 cm), nakładamy na nią gumki służące jako przelotki (wystarczą 2–3 sztuki) i na koniec zakładamy wskaźnik brań, czyli kiwok. Najlepiej wybierać kiwoki z materiałów sztucznych, gdyż nie zmieniają swoich właściwości w różnych warunkach pogodowych. Kiwok musi być czuły, ponieważ musimy nim drgać, bujać, przesuwać przynętę, inaczej mówiąc – nadawać mormyszce życie.
To jest właśnie sedno tej wędki i całego zestawu. Prowokacja ryby jest kluczowym elementem zimowej rozgrywki, a ta króciutka wędka jest tutaj atutem w naszym ręku, asem w rękawie. Jeżeli ktoś ma smykałkę i lubi majsterkować, na pewno wykona idealnie pracujące bałałajki, które doskonale wykonają swoją pracę.
Wybór mormyszki także ma znaczenie, ale przewiązanie jej przy –15oC graniczy z cudem, dlatego powinniśmy mieć zapas wędek z powiązanymi różnymi modelami mormyszek. Próbowanie i testowanie różnych wariantów ma kolosalne znaczenie, zwłaszcza przy połowie okoni. Na początek wystarczą 3–4 wędki z podstawowymi kolorami, czyli złoto, niebieski z brokatem, pomarańcz i srebro.
Zaletą tej wędki jest jeszcze jej lekkość; po zacięciu odrzucamy ją na bok, a ona swobodnie się przesuwa się po każdej powierzchni niezależnie od tego, czy to będzie lód, czy rozwodniony śnieg. Hol ryby to płynne wybieranie żyłki rękami. Jeżeli zmieniamy przerębel, wtedy nawijamy żyłkę na dłoń, okręcając nią 4 palce poza kciukiem. To bardzo prosty patent na większą mobilność, wykorzystywany w szczególności na zawodach.

Łowiąc na zawodach (ale nie tylko) trzeba mieć przygotowany zapas wędeczek. W poręcznym "mandziurku" trzeba ich mieć przynajmniej 10 szt.

Kanadyjka

Wędka ta, jak sama nazwa wskazuje, pochodzi z Kanady. Jeżeli położymy ją koło bałałajki, od razu zauważymy różnice. Są nimi brak styropianowego korpusu, który został zastąpiony precyzyjnie poruszającą się szpulą, a także specjalny materiał, z którego wędka została wykonana. Ma on rewelacyjne cechy. Jego zaletami są nieprzyklejanie się śniegu, niemarznięcie w niskich temperaturach i niezmienianie swoich właściwości mechanicznych. Ciekawym rozwiązaniem jest możliwość hamowania uciekającej ryby; wystarczy lekko docisnąć szpulę i mamy najdokładniejszy hamulec w postaci kciuka i palca wskazującego. Cały hol podobnie jak w bałałajce odbywa się za pomocą rąk i także dostarcza wielu, wielu emocji. W tej wędce można zostawić oryginalną szczytówkę, ponieważ jest dużo lepszej jakości i nie ma obaw o zerwanie żyłki.
O kanadyjce można powiedzieć, że kupujemy gotowy, precyzyjnie wykonany produkt. Zalet ma sporo, ale i jedną wadę, mianowicie… cenę. Za jedną oryginalną kanadyjkę możemy kupić 7–8 bałałajek. Kwestię wyboru pozostawię Wam. Właściwie dopracowana bałałajka również dobrze sprawdzi się na lodowej tafli.


Kanadyjka wykonana jest precyzyjnie. Materiał, z jakiego się je wykonuje sprawia, że jest ona odporna na niskie temperatury.

***

Będę powtarzał do znudzenia, że to nie sprzęt ma znaczenie decydujące. On tylko służy jako narzędzie do grania mormyszką, a właśnie my musimy wykonać lwią część pracy. To duże pole do popisu dla naszej wyobraźni.
Domeną łowców okoni jest prowadzenie agresywne, nie do osiągnięcia za pomocą wędki z kołowrotkiem. Krótki kijek mormyszkowy pewnie leży w dłoni i możemy nadać przynęcie takie drgania, że żaden okoń im się nie oprze. Jeżeli mocno wieje, to tak możemy usiąść i tak schować króciutką wędkę, że żaden podmuch nie będzie wywoływał fałszywych brań.
Bałałajki i kanadyjki dzięki swojej prostocie na dobre zagościły w moim arsenale i stanowią zdecydowaną większość sprzętu podlodowego. Ich zalety wykorzystuję nie tylko w czasie łowienia rekreacyjnego, ale także na zawodach, gdzie każdy szczegół musi być dopracowany w 100%.


Planując łowienie okoni trzeba zawczasu przygotować zapas wędek z dopasowanymi kiwokami i mormyszkami.

fot. autor

Komentarze

nowsze
starsze
nowsze
starsze

Twój komentarz został dodany i oczekuje na moderację.

Prosimy o cierpliwość.

Dodaj komentarz

(nie jest podawany do publicznej wiadomości)

---- reklama ----
http://www.AUTOdoc.PL Istnieje możliwość zakupu części zamiennych w niewiarygodnie niskich cenach tutaj
przynęty na klenie