Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do listy!

Dołącz

Reklamy

Licznik odsłon


Wiosenne szczupaki

2016-06-09
Sebastian Nowosiad

Szczupak jest podstawą mojego wędkarskiego życia i jak zawsze wiosną wyprawiam się na niego regularnie obławiając miejscowe kanały oraz niektóre zbiorniki komercyjne.

W przeciwieństwie do Polski, w Wielkiej Brytanii, gdzie wędkuję, na początku maja jest okres ochronny wiec nie mam dużego wyboru. Większość zbiorników komercyjnych jest otwarta cały rok, co czasami może powodować nadmierny połów drapieżnika, chyba że jesteśmy na wodzie z ponadstuhektarowym lustrem wody, gdzie jest zakaz połowu z łódek i jedyną drogą dostępu do ryb jest łowienie z brzegu. Taką właśnie lokalizację wybrałem sobie na tegoroczną majówkę.
Po przybyciu na miejsce przed świtem moim pierwszym pytaniem było: „Gdzie zacząć?''. Szybko zdałem sobie sprawę z tego, że szczęście uśmiechnęło się do mnie kolejny raz. Ławica płoci właśnie wpłynęła na tarło i woda na pobliskiej płyciźnie aż się gotowała. Postanowiłem jednak udać się na dalszy zwiad.
Przy obławianiu tak dużego łowiska musimy nauczyć się czytać wodę. Mimo że – jak może niektórzy powiedzą – szczupak jest drapieżny i gdy żeruje to uderzy we wszystko, co się rusza, to jednak jego samice są znacznie bardziej wyrafinowane a przechytrzenie ich wymaga czasami dużego szczęścia, a na pewno żelaznych nóg no i odpowiednich umiejętności prowadzenia przynęty w taki sposób, który poderwie szczupaka z dna. Natomiast jeśli chodzi o zasadę „im więcej wody obrzucimy, tym większe prawdopodobieństwo, że złapiemy rybę”, to niestety w rzeczywistości wygląda to, przynajmniej w moim przypadku, zupełnie inaczej. Czasami przechodzę kilometry i mam bardzo słabe efekty.


Dlatego jest tak ważne, by zwracać uwagę na drobne szczegóły typu: gdzie trzyma się biała ryba tam zawsze pływa jakiś drapieżnik, gdzie ptactwo wodne urzęduje tam zawsze zostanie coś dla szczupaka, gdzie jest jakiś dołek, spadek lub miejsce dla zębacza, który będzie mógł się zakamuflować, tam właśnie znajdziemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Po kilku godzinach praktycznie bezowocnego rekonesansu z wędką postanowiłem wiec wrócić do miejsca gdzie odbywało się tarło płoci i tak jak przypuszczałem zaraz obok całego rozgardiaszu na zobaczyłem na płyciźnie przemieszczający się powoli cień... Zamarłem... przejrzystość wody nie dawała mi żadnej szansy a ostatnią rzeczą którą chciałem zrobić, było w spłoszenie drapieżnika, który na oko miał około metra długości. Delikatny rzut i przeciągnąłem apetycznie wyglądającą przynętę tuż nad paszcza szczupaka, który odwrócił się i zaczął płynąć za jej wirującym ogonkiem nieubłaganie zmniejszając dystans między nami. I, jak zazwyczaj bywa, nagle bez żadnego powodu postanowił zawrócić zostawiając mnie z wielkim uśmiechem już malującym się na mojej twarzy. Przemieściłem się zaledwie około pięciu metrów w lewo i po oddanym dalekim rzucie obławiałem wodę z natychmiastowego opadu utrzymując ciągły kontakt z ukośnie opadająca przynętą, kiedy to zębacz uderzył a ja zaciąłem niemal instynktownie lokując hak główki jigowej w jego dziobie, który trzymał dość nisko prowadząc mnie przy samym dnie. Plecionka zaczęła szorować po betonowym grzbiecie spadu i wiedziałem, że nadszedł czas na podciągnięcie zębacza do góry, jednak ten nie poddawał się bez walki. Zmienił kierunek płynąc wprost na zaczep i musiałem podkręcić hamulec walki niemal zatrzymując drapieżnika w miejscu. 

Dlatego właśnie lubie używać mocnego sprzętu, który już nie raz wyprowadził mnie z opresji. Użytkuję kij Robinson Diplomat Pike Spin (2,70 m, 10-30 g). Szybka akcja wędki jest ważna, aby wykonać dobre zacięcie, a parabola pod obciążeniem ułatwia hol na plecionce. Szeroki zakres ciężaru wyrzutu wędki przydaje się, gdy łowimy różnymi przynętami i w różnych warunkach. Do tego dziesięciołożyskowy kołowrotek Pulsar CC, z przełożeniem idealnym do tego rodzaju spinningu, czyli 5,2:1. Nawijam na niego 150 m plecionki.
Używam plecionki (Phantom Spin 0,18 mm i ponad 15 kg wytrzymałości) z trzech powodów: nie rozciąga się co powoduje, że możemy wyczuć nawet najdelikatniejsze branie z odległości, jest mocna i wytrzymała, zamiast tracić zestawy na zaczepach większość z nich wyciągam, jest żółta co pozwala mi obserwować brania na samej plecionce. Dalekie rzuty nie są przy tej średnicy problemem. 


Uważam, że należy posługiwać się prostymi metodami połowu i stosować je aż do skutku. Każda z tych technik jest dość prosta do opanowania przy poświęceniu odrobiny czasu. Pierwsza z nich stosowana przeze mnie na głębszych miejscach to opad natychmiast po rzucie, kiedy to przynęta uderzy w tafle wody utrzymujemy stały kontakt podczas jej opadania, gdzieniegdzie pobijając ja tak, aby utrzymać wymagana głębokość. Oczywiście cały czas na napiętej plecionce, żeby nie przeoczyć nawet najdelikatniejszego brania. Druga metoda, bardzo prosta, którą stosuję na płytszych wodach to rzut i natychmiastowe ściągniecie, lecz nie za szybkie, trzymając wędkę wysoko i utrzymując przynętę tuż nad roślinnością wodną. Wreszcie, jeżeli jest bardzo zimno lub bardzo gorąco i drapieżnik siedzi na dnie w głębinach, staram się używać bardziej klasycznej formy jigowania. Po tym, jak przynęta dotknie dna, zaczynam ja podbijać seriami krótkich, lecz bardzo agresywnych szarpnięć i podciągnięć.

fot. autor

Komentarze

nowsze
starsze
nowsze
starsze

Twój komentarz został dodany i oczekuje na moderację.

Prosimy o cierpliwość.

Dodaj komentarz

(nie jest podawany do publicznej wiadomości)

---- reklama ----
http://www.AUTOdoc.PL Istnieje możliwość zakupu części zamiennych w niewiarygodnie niskich cenach tutaj
przynęty na klenie