Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do listy!

Dołącz

Reklamy

Licznik odsłon


Jak to kiedyś nad Sanem bywało

2010-05-28
Andrzej Bil

Wielka rybność naszych rzek w przeszłości nie jest tylko mitem. Świadczą o tym opowiadania starszych kolegów, którzy dobrze pamiętają tamte czasy. Poniższy tekst został nam nadesłany przez jednego z naszych Czytelników i publikujemy go jako wspomnienie odległych, minionych już czasów rybnej obfitości.

Do połowy lat siedemdziesiątych na Sanie poniżej Sanoka (okolice Dobrej Szlacheckiej) odbywały się połowy ryb na skalę przemysłową.
Mój sąsiad pan Kazimierz Pytlowany – były mieszkaniec Dobrej Szlacheckiej – wojskowy kowal, flisak, gawędziarz – często wspomina tamten okres. San zna bardzo dobrze, przez kilkanaście lat spławiał drzewo z bindugi w Jabłonicy Ruskiej do Przemyśla, Leżajska a nawet Ulanowa. Czasy te wspomina z rozrzewnieniem. Zajęcie przy spławie pozostało w pamięci jako dobrze płatna praca i jednocześnie męska przygoda. Flisakowanie, według jego relacji, wymagało oprócz niemałych umiejętności, sporej dawki odwagi, wytrzymałości, i co wyraźnie podkreśla, sporej dozy szczęścia. Epoka spławu drewna zakończyła się wraz z oddaniem do użytku zapory w Solinie (1968 rok). „Zabrakło w Sanie wody" - to jest, zdaniem Kazimierza, przyczyna końca epoki sanowego flisactwa.
Mniej więcej w tym samym czasie zaprzestano przemysłowego połowu ryb na Sanie. Połowy te organizowała Centrala Rybna w Rzeszowie, która dostarczała sprzęt (sieci, sadze itp.) oraz zajmowała się przerobem i handlem złowioną rybą. Jak wspomina pan Kazimierz – połów odbywał się przy średnim lub niskim stanie wody. Przy średnim stanie czterech rybaków mocowało jedną część sieci (był to włók – długi na ok. 150–200 m) przy brzegu Sanu, a drugi koniec wywozili krypą, zataczając półkole. Następnie wybierano sieć i wyładowywano efekt zaciągu do stojących w wodzie drewnianych skrzyń. Jeden zaciąg to wtedy było około 200 kg dużych ryb! Małe sztuki podczas wybierania z sieci były sortowane i wypuszczane z powrotem do wody. Przy niskim stanie wody rybacy posługiwali się mniejszą, okołodziesięciometrową siecią zwaną „angielką". Była to sieć składająca się jakby z dwóch różnych, o innych rozmiarach, oczek sieci. Ryby zaczepiały się pokrywami skrzelowymi za oczka o większych rozmiarach. "Angielka " była zdecydowanie mniej wydajna.
Połowy odbywały się w okresie od późnej wiosny do późnej jesieni. Łowiono nawet, gdy przy brzegach, San już zaczynał zamarzać. Połów trwał cały dzień, średnio dwa razy w tygodniu. Można przyjąć jako pewnik, że ilości odławianych w Sanie ryb liczone musiały być w tonach. Sąsiad nie zapamiętał czy w sieciach znajdowały się jakieś nadzwyczajne okazy. Były to ryby wszystkich gatunków występujących w tej części Sanu, a więc brzany, świnki, klenie, szczupaki, trafiały się węgorze, i sumy. W tym czasie nie było jeszcze w Sanie głowacic. To, że kiedyś w naszych rzekach było znacznie więcej ryb to powszechnie słyszane nad wodą zdanie. Ale dopiero takie opowieści jak wyżej przytoczona pozwalają nam uświadomić sobie skalę różnicy między tamtymi czasami a dniem dzisiejszym.

Andrzej Bil
Fot. autor, archiwum

Słowa kluczowe: | San |

Komentarze

nowsze
starsze
nowsze
starsze

Twój komentarz został dodany i oczekuje na moderację.

Prosimy o cierpliwość.

Dodaj komentarz

(nie jest podawany do publicznej wiadomości)

---- reklama ----
przynęty na klenie
http://www.AUTOdoc.PL Istnieje możliwość zakupu części zamiennych w niewiarygodnie niskich cenach tutaj