Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do listy!

Dołącz

Reklamy

Licznik odsłon


Karpie w mule

2011-04-22
Paweł Szewc

Łowienie w mule przysparza karpiarzom wielu problemów. Jedni, którzy poznali sekrety „mulistych” karpi, za żadne skarby nie rezygnują z takich miejsc, natomiast inni uciekają od mułu, jakby ciążyła nad nim klątwa.

Wybierając miejsce połowu, najczęściej kierujemy się charakterystyką dna, która najbardziej odpowiada nam, a nie zawsze karpiom. Muł, czyli brunatna maź o niezbyt przyjemnym zapachu zalegająca dno naszych zbiorników, to nic innego jak rozkładające się szczątki roślin i zwierząt, które potrafią odstraszyć niejednego łowcę karpi. Dzieje się tak, dlatego że nie wszyscy umieją znaleźć skuteczną metodę odpowiedniego zanęcenia i podania przynęty. Jest kilka rozwiązań, które pomogą nam skutecznie łowić w mule i pozwolą uniknąć rozczarowań.

Rozpoznanie dna

Muł spotkamy w prawie każdym zbiorniku i jeśli nie pokrywa on całej powierzchni dna, to z pewnością przynajmniej jakąś jego część. Jeśli zdarzy nam się sytuacja, że nie będziemy mieli możliwości łowienia w innych warunkach oprócz mulistego dna, to pozostanie nam przystosować się do panujących warunków. Pierwszym krokiem, jaki powinniśmy zrobić,  to dokładnie rozpoznać dno łowiska. Możemy to zrobić za pomocą markera lub stukadełka (fot. poniżej).
Jeśli trafimy na muł, nasz ciężarek będzie się w nim zapadał i z oporem będzie z niego wychodził podczas podnoszenia. Również w miejscu przeciągania ciężarka z dna będą uwalniane pęcherzyki gazu, które zobaczymy na powierzchni wody. Właściwie muł znajdziemy także bez używania markera, wystarczy tylko obserwacja tafli wody. Jeśli zauważymy wydobywające się pęcherzyki powietrza, to możemy być niemal pewni, że mamy do czynienia z dnem mulistym. Warto wspomnieć, że pęcherzyki gazu będą nam dostarczać bardzo wielu informacji. Przede wszystkim wskażą miejsca żerowania karpi, które ryjąc w dnie, będą uwalniać pęcherzyki na powierzchnię. Zauważyłem także, że ilość i wielkość wydobywających się pęcherzyków są ściśle uzależnione od grubości warstwy mułu. Kiedy zaobserwujemy drobne pęcherzyki i niewielką ich ilość, to znak, że muł jest dość cienki i na pewno będziemy mieć mniejsze z nim problemy. Natomiast duże pęcherzyki i znaczna ich ilość to znak, że dno jest pokryte dość grubą warstwą mułu i tutaj niestety będziemy musieli włożyć więcej pracy. Przede wszystkim powinniśmy zmierzyć grubość mułu zalegającego w naszym łowisku, ponieważ ułatwi nam to wybór przyponu. Sposób na to jest bardzo prosty. Wystarczy tylko do naszego ciężarka dowiązać białą nitkę i spuścić go do dna, aby zagłębił się w mule. Następnie po wyjęciu z wody wystarczy zmierzyć długość zabarwionej nitki, która będzie wskazywać grubość mułu.
Nie bez znaczenia jest również zapach mułu, uzależniony od wielu czynników. Intensywność tego zapachu zależy od rodzaju rozkładających się szczątków. Mogą to być spadające do wody liście czy gnijąca roślinność. Dla nas o wiele lepiej jest, jeśli ten zapach będzie jak najsłabszy, gdyż będziemy mniej tracili na aromatach dodawanych do kulek i oczywiście rzadziej zmieniali przynęty. Musimy także pamiętać, że nie w każdym mule możemy skutecznie łowić. Przecież te wszystkie szczątki zalegające dno potrzebują dużych ilości tlenu do rozkładu i czasem w takich mulistych miejscach, zwłaszcza na większych głębokościach, tworzy się przydenna strefa beztlenowa. Dlatego radzę unikać takich miejsc. Tlen jest potrzebny do życia wszelkim żyjątkom i jeśli go braknie, to albo te stworzenia giną, albo szybko się z takich miejsc wynoszą, a za nimi oczywiście podążają karpie. Musimy zatem szukać żyznego mułu obfitującego w naturalny pokarm dla ryb w postaci np. ochotki, a na pewno się nie rozczarujemy.

 

Zanęta

Wielu łowców zastanawia się, czy nęcenie na mulistym dnie ma w ogóle jakiś sens, bo przecież zanęta pogrąży się w brunatnej i cuchnącej mazi i może w ogóle nie zosta znaleziona przez karpie. Jednocześnie wszyscy wiemy, że bez nęcenia mamy marne szanse na jakiekolwiek brania i wówczas możemy liczyć wyłącznie na przypadek lub wyjątkowe szczęście. Sprawa jest więc prosta: nęcić trzeba i już, musimy tylko pamiętać, że powinniśmy to zrobić w odpowiedni sposób. Przede wszystkim odradzam nęcenie kulkami o dużym ciężarze właściwym, gdyż takie kulki z pewnością zapadną się w muł i przyniosą efekt odwrotny do zamierzonego. Dobrą zanętą na muł będą wszelkie ziarna, zwłaszcza te drobniejsze, jak np. konopie, gdyż dzięki mniejszemu ciężarowi będą wolno opadać na dno. Dobrym rozwiązaniem jest takie ziarna umieścić w zanęcie sypkiej, która powinna być tak zrobiona, aby wrzucone kule rozbijały się o powierzchnię wody, a cała jej zawartość wolno opadała na muliste dno. Tym sposobem unikniemy zagrzebania się karpiowych smakołyków w osadach dennych. Nas jednak najbardziej interesuje zanęcanie samymi kulkami, i to w taki sposób, aby nie zapadały się w muł. Najlepsze będą kulki z dodatkiem mączki rybnej, która sprawia, że są one lekkie i wolno opadają na dno. Jednak z mączką rybną powinniśmy uważać i nie przesadzić, bo jeśli znajdzie się jej w mieszance za dużo, to kulki mogą... pływać. Innym sposobem, najczęściej przeze mnie stosowanym, jest wysuszenie kulek na kamień (fot. powyżej). Takie kulki pozbawione wilgoci są lekkie i wolno osiadają na wierzchniej warstwie mułu.
Kiedy już rozwiązaliśmy problem zapadania się kulek w muł, to następnie musimy zadbać o ich aromat. Wiemy przecież, że muł ma intensywny i nieprzyjemny zapach, dlatego musimy tak zaromatyzować kulki, aby nie przeszły tym cuchnącym zapachem i nie straciły swoich walorów aromatycznych. Najlepszym rozwiązaniem jest polanie kulek boosterem mniej więcej na 3 godziny przed nęceniem, aby miały czas na wchłonięcie aromatu. Podczas łowienia w mule sprawdziły mi się boostery bardzo gęste które dłużej zatrzymują aromat w kulkach. Dodatkowo dobrze rozpuszczają się w wodzie i dzięki temu szybko wabią cyprinusy. Tak przygotowane kulki z pewnością będą atrakcyjną i skuteczną zanętą na „muliste” karpie.

Przynęty

Odpowiedni dobór przynęty podczas łowów w mule ma bardzo istotny wpływ na efektywność połowu. Nasza przynęta powinna się odznacza dwiema zasadniczymi cechami, a mianowicie nie może grzęznąć w mule i musi przez jak najdłuższy czas mieć intensywny aromat. Dlatego najlepsze będą kulki pływające i neutralne, choć z drugiej strony spotykałem łowiska, w którym na takie kulki nie było brań, a na tonące owszem, i to częste. Po prostu trzeba poznać wodę, a wtedy będziemy wiedzieli, co założyć na haczyk. Jeśli już łowię na kulki tonące to najczęściej są one wysuszone na kamień i z pewnością się nie zapadną w muł. Drugą ważną cechą kulek jest aromat oraz jego rodzaj. Na muł najlepiej sprawdziły mi się kulki moczone w dipach, a co do rodzaju aromatów – to cała gama kulek owocowych. Są one bardzo skuteczne, gdyż najlepiej (w porównaniu z innymi zapachami, np. śmierdziuchami) odróżniają się od mulistego podłoża. Dobrą przynętą na muliste dno są orzeszki ziemne, które nie chłoną przykrego zapachu i potrafią przechytrzyć niejednego wąsatego cwaniaka. Natomiast sam wolę jednak łowić na kulki, wystarczy tylko, aby w ich składzie znalazły się zmielone orzeszki ziemne, a kulki z pewnością będą skuteczniejsze i nie stracą tak szybko zapachu.

Przypony

Prawidłowy dobór przyponu jest najważniejszą czynnością, jaką powinniśmy wykonać przed zarzuceniem zestawu. Jeśli tutaj popełnimy błąd, wszystkie wcześniejsze rady nic nam nie pomogą, chyba że jesteśmy urodzeni pod szczęśliwą gwiazdą i liczymy na szczęśliwy traf. Najważniejszą cechą przyponu na muliste dno jest jego długość. Tutaj mam jedną radę: lepiej, aby nasz przypon był nieco dłuższy niż za krótki. Długość przyponu dobieramy na podstawie grubości mułu, który trzeba wcześniej zmierzyć (patrz „Rozpoznanie dna”). Przypon powinien być zawsze 10–15cm dłuższy niż warstwa mułu, a wtedy nie mamy się czym przejmować, gdyż przynęta z pewnością nie zostanie wciągnięta przez ciężarek. Jeśli natomiast przypon będzie za krótki, to na pewno kulka zostanie wciągnięta w muł i na próżno wówczas będziemy wyczekiwać brania. Jeśli nie mamy chęci lub możliwości zmierzenia warstwy mułu, to pozostaje nam dobrać przypon „na oko”. W takich przypadkach radzę, aby jego długość wynosiła przynajmniej 50 cm, a czasem nawet 70 cm. Dobierając przypon w taki sposób, warto zasięgnąć języka u miejscowych wędkarzy, którzy doskonale wiedzą, czy na dnie zalega gruba, czy cienka warstwa mułu. Powinniśmy również zwrócić uwagę na rodzaj zastosowanej plecionki. Śmiało można stosować plecionki pływające i wolno tonące, które w szczególności polecam.

Warto także zmniejszyć gramaturę ciężarków, gdyż nawet najlżejsze zagrzebane w mule działają z podwójną siłą na samozacięcie. W zupełności wystarczą ciężarki 60–80 g o płaskim kształcie, ponieważ będą wolniej opadać na dno i nie zapadną się zbyt głęboko. Dobrym pomysłem jest zastosowanie ciężarków wykonanych z płaskich kamieni - są lekkie i mają dużą powierzchnię (fot. powyżej). Można je namoczyć w dipie.
Łowienie w mule, mimo że nie należy do łatwych, na pewno zasługuje na nasze zainteresowanie, gdyż każda ciężko wypracowana ryba, która znajdzie się na naszej macie, z pewnością przyniesie nam podwójną satysfakcję.

Fot. autor

Słowa kluczowe: | karp | karpiarstwo | zestaw | Paweł Szewc |

Komentarze

nowsze
starsze
nowsze
starsze

Twój komentarz został dodany i oczekuje na moderację.

Prosimy o cierpliwość.

Dodaj komentarz

(nie jest podawany do publicznej wiadomości)

---- reklama ----
przynęty na klenie
http://www.AUTOdoc.PL Istnieje możliwość zakupu części zamiennych w niewiarygodnie niskich cenach tutaj